Dorota Mikulska o inicjatywach społecznych, nie będących tylko w gestii radnych

2 września w Parku Chopina było naprawdę wesoło, a że wesołość jest dobra, rozciągnę ją jeszcze w czasie żartem: Jak odróżnić fortepian od wiewiórki? – Postawić przy drzewie. To, co nie wejdzie na drzewo, będzie fortepianem:) I to musi być prawda, bo wiewiórek nie widziałam, czyli chyba uciekły na drzewo, a fortepian jak najbardziej stoi.

Tymczasem na Facebooku Grupy Morskiej odezwał się pewien Latynos, który wyśledził, że pomysł fortepianu w parku to zwykły plagiat. Dodatkowo skonstatował, że od pracy to są radni, a nie na przykład on.

Trochę się nawet wystraszyłam, że może nam, nie-radnym, nie wolno było, albo po prostu nie wypadało w parku działać. Może powyjmować z ziemi wszystkie zasadzone cebulki kwiatów, oprócz tych, które zasadził radny Sławek Nowicki? Ale co z tymi cebulkami, które zasadziły dzieci?! Więc też poszperałam w Internecie i się uspokoiłam, bo się okazało, że:

Aktywność obywatelska, także ta na skalę lokalną, jest nie tylko dobra, ale wręcz pożądana. Niektórzy nawet chcą za nią płacić! Ciekawy zapyta: dlaczego? Latynos na pewno znajdzie dowody na to, że pieniądze są fałszywe, a wiewiórki je nocami piorą. Ja jestem ciekawa, dlatego dotarłam do badań wskazujących na to, że środowisko lokalne zatraca znaczenie zaspokajania potrzeb swoich mieszkańców i może się zmieniać w czynnik społecznej degradacji. Aha! Czyli jest się czego bać, bo chyba nikt nie zaprzeczy, że zaspokajanie jest lepsze od degradacji. Dalej jest mowa o tym, że jedną z najczęściej wskazywanych potrzeb (około 45%), a jednocześnie warunkiem identyfikacji z miejscem, w naszym przypadku z miastem, jest przestrzeń publiczna, czyli łatwo dostępne, bezpieczne, estetyczne miejsca, które dają nam możliwość spotykania się z innymi ludźmi, podejmowania z nimi różnych działań.

Można na takie miejsca czekać ryzykując, że nie spełnią naszych wyobrażeń, albo że komuś się do nich nie spieszy aż tak, jak nam, ale można też samemu wpływać na ich kształt i przeznaczenie. I chyba właśnie za to chcą płacić, a raczej, mówiąc serio, współ- i finansować przedsięwzięcia, poprzez które członkowie jakiejś społeczności się integrują, czyli po prostu łączą. Efekt? Połączeni ludzie w przyjaznej przestrzeni. Wartość dodana? Ludzie spełnieni w poczuciu własnego udziału w czymś dobrym dla siebie i dla innych. Lekceważyć znaczenie tej wspólnoty, starań o nią, to tak, jakby powiedzieć, że nie ma większego znaczenia, czy rodzina jest w rozsypce, czy w dobrej komitywie.

Należę do osób, które lubią mieć wpływ na to, na czym im zależy i otaczam się takimi osobami. Park miejski im. Fryderyka Chopina stał się dla mnie i grona moich znajomych inspiracją do zmian, które przy zachowaniu funkcji relaksacyjnej, nadadzą temu miejscu właśnie charakter wspólnotowy. Na niektóre projekty zdobyliśmy fundusze od marszałka województwa, za niektóre zapłaciliśmy sami, ale najważniejszy wkład to oczywiście społeczna praca już dość licznej gromady ludzi. Ludzi stąd. Świnoujścian.

A ja lubię podziwiać ludzi za ich talenty, umiejętności, mądrość. Lubię im ten podziw okazywać i się nimi chwalić. Wierszem Anny Beaty Chodorowskiej Gorzelniaskiej. Głosem Majki Piórskiej. Piosenkami Jerzego Porębskiego. Mistrzowskimi tytułami Renaty Pliś… Dlatego ważnym założeniem moich projektów jest ich świnoujski charakter. Uważam bowiem, że naszemu miastu brak charakterystycznej atmosfery, czegoś, co można by nazwać jego duchem, klimatem.

I założę się z każdym Latynosem o każdy orzeszek wszystkich razem wziętych wiewiórek z Parku Chopina, że nie da nam rady, bo my jesteśmy na jego biadolenie gotowi, a on na naszą akcję wcale.

Dorota Mikulska